Od ponad dwóch tygodni wszyscy bacznie śledzą sytuację powodziową na Wiśle. Od 8 lutego w Płocku obowiązuje alarm powodziowy, rzeka zalała niektóre rejony, a część osób wraz ze zwierzętami zostało ewakuowanych. Dlaczego Płock tonie? To nie jest wina zimy i niskich temperatur. To nie jest wina lodu na Wiśle, ani tym bardziej nie jest to wina rzeki. To jest wina zbudowanej w 1970 roku zapory we Włocławku! 

Zatory lodowe na Wiśle

Najwyższy czas powiedzieć to głośno: zapora we Włocławku to nasz wspólny problem! Problem społeczeństwa ponieważ na jego utrzymanie i naprawianie skutków funkcjonowania idzie ogromna suma pieniędzy podatników. Problem mieszkańców pobliskich miejscowości – dopóki będzie zapora na Wiśle, zatory lodowe będą stanowiły zagrożenie powodziowe. Włocławek to przede wszystkim także problem środowiska – dewastuje ekosystem Wisły i odcina drogę migracji rybom i innym organizmom na ponad 68 000 km rzek!

Dlaczego Płock znalazł się pod wodą?

W wyniku budowy zapory we Włocławku powstało sztuczne jezioro o długości ok 40 km. Stojąca woda w jeziorze zamarza szybciej niż ta niesiona rzeką i tak też jest w tym przypadku. W zbiorniku szybko zgromadził się lód, tymczasem z południa płynie woda która spiętrza się na zgromadzonym lodzie.

Pogłębienie rzeki nie rozwiąże problemu

Władze miasta chcą pogłębić rzekę, gdyż widzą w tym działaniu receptę na ochronę miasta przed kolejnymi powodziami. Tak jednak nie jest. Pogłębienie rzeki nie zmniejszy powstawania zatoru lodowego. Powódź zatorowa tworzy się, gdy zatamujemy nurt i zamienimy rzekę w zbiornik stojącej wody. Przy minusowych temperaturach taka woda szybko zamarza, a lód zamiast spłynąć w dół, tworzy zator na przeszkodzie, czyli zaporze. Pogłębienie rzeki spowoduje czasowe obniżenie poziomu wód w zbiorniku, ale nie usunie przeszkody, a więc zator nadal będzie powstawał na tamie, grożąc naruszeniem jej konstrukcji, a więc bezpieczeństwu ludzi poniżej zapory.

Trzeba też pamiętać o tym, że regulacje rzek najczęściej prowadzą do przyspieszenia spływu wody, a więc zwiększenia fali powodziowej. Wyprostowana, pogłębiona lub wybetonowana rzeka jest jak rynna, która niesie wodę – siła fali powodziowej jest większa i woda płynie szybciej.

Zapora we Włocławku – źródło kłopotów

Zatory lodowe na WiśleZbudowana w 1970 roku zapora na Wiśle we Włocławku spowodowała olbrzymie straty w środowisku – od Bałtyku po Beskidy. Po jej wybudowaniu ryby wędrowne utraciły dostęp do 80% tarlisk w dorzeczu górnej Wisły. Zapora ta jest jedną z głównych przyczyn wymarcia jesiotra ostronosego w Polsce, przyczyniła się też do drastycznego spadku populacji łososia, troci wędrownej i certy. Starzejąca się tama przysparza wielu innych problemów i kosztów, pokrywanych oczywiście z kieszeni podatnika. Oprócz zatorów lodowych i związanych z tym powodzi obniża się także cały czas koryto Wisły poniżej zapory, co może stanowić zagrożenie dla stabilności konstrukcji zaporyPogłębia to także problem suszy, ponieważ poziom wód w rzece i wód gruntowych obniża się. Aby „ratować” Włocławek rządzący wpadli na kolejny absurdalny i katastrofalny w skutkach pomysł – chcą wybudować poniżej zapory drugi stopień wodny w Siarzewie. Jeśli jego realizacja dojdzie do skutku, problem powodzi zatorowej i podtopień ludzi możemy mieć w dwóch miejscach Polski jednocześnie – dziś ledwo radzimy sobie z jednym. Czy ktoś zagwarantuje mieszkańcom tych okolic, że w przyszłości poradzimy sobie lepiej w dwóch miejscach na raz? Budowa stopnia wodnego w Siarzewie to gwóźdź do trumny dla polskich rzek i zaprzepaszczenie szansy na przywrócenie wielu gatunków ryb na ponad 70 tysiącach kilometrów rzek.

Elektrownia we Włocławku NIE jest ważna dla polskiej energetyki!

Wbrew głoszonym propagandowym frazesom elektrownia wodna we Włocławku NIE jest istotna z punktu widzenia polskiej energetyki. Rocznie produkuje zaledwie 0,75 TWh prądu, czyli 20 razy mniej niż wytworzyły w zeszłym roku elektrownie wiatrowe. Według właśnie przyjętej Polityki Energetycznej Państwa do 2040 roku już w ciągu najbliższych 9 lat możemy zainstalować na Bałtyku morskie farmy wiatrowe produkujące rocznie ponad 22 TWh zielonej energii. Przypomnijmy tylko: energii wodnej NIE MOŻNA nazywać zieloną energią. Jej produkcja wiąże się z produkcją dużej ilości gazów cieplarnianych, zmianą stosunków wodnych (co przyczynia się do pogłębienia problemu suszy), dużymi zniszczeniami środowiska, wymieraniem ryb. Nie jest to ani ekologiczne ani opłacalne źródło energii. Zamiast w energetykę wodną powinniśmy inwestować w mniej szkodliwe dla bioróżnorodności źródła energii, w tym elektrownie słoneczne i wiatrowe. Jeszcze przez kilka lat elektrownia wodna we Włocławku może mieć znaczenie przy podnoszeniu systemu energetycznego z potencjalnego blackoutu. Jednak w ciągu najbliższych 10 lat rozwój magazynów energii doprowadzi do bezproblemowego zastąpienia tej elektrowni przez inne źródła energii. Proces planowania i projektowania rozwiązań zmierzających do stopniowego wyłączania z użytkowania stopnia wodnego Włocławek i docelowo rozbiórkę tamy należy rozpocząć już teraz.

Co dalej z zaporą we Włocławku?

Zatory lodowe na Wiśle Włocławek generuje więcej problemów niż korzyści. „Najlepszym rozwiązaniem jest stopniowe wyłączanie z użytkowania stopnia wodnego i docelowo przebudowa tamy na most. Można pozostawić jej korpus, lecz likwidować powoli jezioro zaporowe, którego odsłonięte dno porośnie stopniowo lasem łęgowym, co zneutralizuje osady nagromadzone na dnie zbiornika. To rozwiązanie będzie tańsze niż budowa zapory w Siarzewie i najbardziej korzystne dla ekosystemu całej Wisły – od gór do morza, a tym samym także dla naszego społeczeństwa. Zapora ma już 50 lat, wymaga ciągłej, kosztownej konserwacji, a jej żywotność dobiega końca (średnia żywotność zapór to między 50 a 100 lat), więc i tak w końcu trzeba będzie ją rozebrać.” – mówi Marek Elas z Fundacji WWF Polska.

Na całym świecie rozbiera się bariery, także takie wielkości Włocławka. Często słyszy się argument, jakoby rozbiórka tak dużej zapory była uruchomieniem bomby ekologicznej osadów zgromadzonych przy tamie. Usuwanie barier nie jest wykonywane jedną spektakularną detonacją materiałów wybuchowych. To złożony, bezpieczny i przemyślany proces rozbiórki kolejnych elementów budowli, czasem trwający wiele miesięcy, a nawet lat. W tym czasie, jeżeli jest taka potrzeba, można wybierać zgromadzony osad i wywozić go do utylizacji – można to robić skutecznie i bezpiecznie nawet z bardzo szkodliwymi substancjami. Można także zrekultywować osad poprzez stopniowe zarastanie roślinnością miejsc odsłoniętych przez wodę.  Na świecie bariery rozbiera się już to od wielu lat, mamy zatem dużo materiałów naukowych i praktycznych, z których można korzystać.

W Stanach Zjednoczonych rozebrano już ok. 1500 tam, w Europie ich liczba sięga ok. 3500. Najwyższy czas zacząć zastanawiać się nie czy, a KIEDY zacząć rozbierać bariery w Polsce.

 

Podpisz petycję w sprawie wstrzymania budowy nowych tam oraz rozbiórki tych niepotrzebnych